Zimą gdy mróz trzeszczy, po spacerze wracamy zmarznięci do domu chcemy się rozgrzać. Oczywiście nie ma to jak kubek gorącej herbaty z cytryną, ale równie dobrym pomysłem jest mały kieliszek takiej właśnie nalewki :) Z tego przepisy robi ją moja mama. Nie wiem czy z takiego samego robiła babcia, wiem jednak że rewelacyjnie rozgrzewała i nazywaliśmy ja zawsze grypolinką - grypę zwalczała w zarodku :)
Składniki (*):
- 1kg malin
- 500ml spirytusu
- 500ml wódki
- 750g cukru
Maliny przebieramy (nie myjemy!), wrzucamy do dużego słoja i zalewamy spirytusem. Słój szczelnie zamykamy i odstawiamy na 2 tygodnie w ciemne miejsce. Po tym czasie spirytus zlewamy do drugiego (mniejszego) słoja (przefiltrowując), a maliny zasypujemy cukrem. Odstawiamy do całkowitego rozpuszczenia cukru (możemy od czasu do czasu wstrząsnąć słojem) i wydzielenia soku.
Otrzymany sok zlewamy do spirytusu a maliny zalewamy wódką i odstawiamy na tydzień. Po tym czasie wódkę również zlewamy do spirytusu. Mieszaninę trzymamy w ciemnym miejscu jeszcze około tygodnia, a następnie przefiltrowujemy i zlewamy do butelek. Odstawiamy na około 3 miesiące. Konsumujemy w okolicach Bożego Narodzenia. Im dłużej postoi tym jest smaczniejsza :)
(*) Zalałam 2 kg malin 1 litrem spirytusu w 5-litrowym słoju. W mniejszym może się nie zmieścić.